Przeglądając w ubiegłym tygodniu nowe książki w szczecińskim EMPiK-u zdziwiło mnie, że wszystkie pozycje z tego roku mają nienormalnie żółte kartki. Pewnie wina empikowego oświetlenia - pomyślałem.
Dzisiaj odebrałem paczkę z zamówionymi jakiś czas temu książkami. Przesyłka wydała mi się trochę za lekka. Przeczucie, że wewnątrz pakunku czeka mnie niespodzianka, okazało się trafione.
Stan techniczny - bez zarzutu, paczka nienaruszona, zawartość również. Tylko, dlaczego te książki mają żółte kartki? Dlaczego jakość papieru tych kartek jest w większości przypadków mierna? Makulatura? Papier makulaturowy oprawiony w twarde okładki? Kartki szorstkie, sprawiające wrażenie, że za moment się "rozejdą" w dłoni. Ale przecież cena była "tradycyjnie" wysoka - czyli od dwudziestu kilku złotych wzwyż.
Papier objętościowy ma to do siebie, że jest lekki, żółtawo-szarawy, gruby i zwyczajnie marny. Ten użyty do druku kupionych przeze mnie książek nie jest jakoś wyjątkowo gruby, ale z pewnością nie dorównuje jakością "staremu" białemu.
Pan Google nie zaoferował mi żadnych wyjaśnień co do możliwych zmian w sposobie wydawania książek. Trafiłem na archiwalny artykuł Tomasza Raczka, gdzie autor m.in. przybliża trendy na światowym rynku książek.
(...) Polakom najbardziej podobają się książki... w twardych okładkach i wydrukowane na białym, drogim papierze. Pozostajemy niewrażliwi na światowe trendy, które wskazują, że coraz bardziej poszukiwane są wydania kieszonkowe, drukowane na papierze objętościowym (lekkim, szaro-żółtym), w miękkiej okładce, idealnie nadające się do czytania w metrze, tramwaju, autobusie, pociągu, na plaży, biwaku i w łóżku, tuż przed zaśnięciem.
Nie mieszczę się w "większości" poszukującej "wydań kieszonkowych" (czy może literatury wagonowej). Dla mnie książka to coś więcej niż papier i nadrukowany na nim tekst. Książka powinna swoje ważyć, tak, aby był wyczuwalny jej ciężar. Okładka wcale nie musi być twarda - choć te twarde się tak nie niszczą. Z kolei kartki z szorstkiego, nieprzyjemnego w dotyku papieru to coś zupełnie nie do przyjęcia. Wyjątek stanowią książki po bardzo niskich cenach, czy nawet ze znakiem kosza na śmieci sugerującym wyrzucenie po przeczytaniu (sic!) - kupując takie publikacje, obniżoną jakość wydania wybiera się świadomie.
Wydawnictwa sprawiły mi (i pewnie nie tylko) niezbyt przyjemną niespodziankę. Mieć tylko nadzieję, że moda na "żółte kartki" nowych książek szybko zmierza ku końcowi...
No, też ostatnio kupiłem taką
No, też ostatnio kupiłem taką książkę - i o ile nie przeszkadza mi to za bardzo, byłem zawiedziony, bo kosztowała tyle co zwykła. Ale gdyby była o połowę tańsza, nie przeszkadzałoby mi kupowanie czegoś na takim papierze.