Wracałem tramwajem z pracy, mdliło mnie od tnącego smrodu fast foodu, którym zażerały się dwie osoby z przodu. Zapach spoconego z tyłu był nawet do zniesienia. Słońce paliło, przypomniałem sobie
Pod ich pyskami leżała czerwona jak grządka maku polnego.
A potem przeczytałem
Raz wyciągnąć nogi i otwiera się przed tobą świat. Jeszcze raz i świat się zamyka. Stąd dotąd pierdnięcie w latarni, i to się nazywa życie. Nie opłaca się nawet nałożyć butów.